Zaspałam na swój ślub?

Ślub marzeń nie istnieje?

Jestem! Wróciłam! Aloha! Nasz ślub odbył się 8 czerwca więc jestem żoną od 11 dni. Dopiero wracamy do siebie. Tydzień po weselu to były ciągłe poprawiny poprawin dlatego trochę czasu minęło zanim zaczęłam układać w głowie sensowne zdania. Pamiętacie jak powstawały wpisy pamiętnikowe jak np. ten –> „55 dni przed ślubem” lub „17 dni do ślubu” ? Wtedy czas leciał tak wolno i chociaż każdy dzień przybliżał nas do tego wielka dnia to wydawało się, że to nigdy się nie wydarzy. Pamiętacie jak równo na miesiąc przed ślubem zniknęłam na kilka dni ze swojego instagrama i dodałam TO zdjęcie po którym dostałam wiele wiadomości z pytaniami co się dzieje i czy to ma coś wspólnego ze ślubem? Teraz mogę Wam powiedzieć na miesiąc przed naszym ślubem stały się trzy bardzo dziwne wypadki dla trzech bardzo bliskich mi mężczyzn. W ciągu 6 dni dowiedzieć się o trzech wypadkach – nie jest niczym fajnym. Dlatego zniknęłam na chwilę bo naprawdę wtedy ślub nie był najważniejszy. Ale w dniu ślubu wszyscy trzej panowie byli cali zdrowi i uśmiechnięci. Dlatego pamiętajcie MIESIĄC to naprawdę wiele.

Ostatnio na swoim insta story spytałam Was: od czego zacząć co chcecie wiedzieć najpierw o tym naszym dniu? Odpowiedzi padło mnóstwo ale zacznę od pytania:wstałaś rano w dzień ślubu i co? Jak stres?

Wstałaś rano w dzień ślubu i co dalej? Jak stres?



Ślub = stres?

Bałam się ogromnie tego, że nie będę mogła zasnąć i całą sobotę będzie zjadał mnie stres. Bałam się, że nie dam rady kierować aby dojechać do makijażystki i na fryzurę. Tydzień przed weselem ułożyłam harmonogram dnia ślubu od 6:30 do 15:00 i wisiał on na lodówce tak aby każdy mógł się zapoznać co ma robić i o której. Okazało się, że wszystko szło dobrze ale nikt na ten harmonogram nie patrzył. Ale przeżyjmy to jeszcze raz…

W piątek dopiero o 23 wróciliśmy do domu. Szybko przygotowałam wszystkie dodatki dla kamerzysty, wskoczyłam do wanny nalałam sobie do SZKLANKI szampana (który został z nagrań do programu bo w piątek od 12:00 do 17:00 kręciliśmy u nas). Miała być relaksująca kąpiel z szampanem w pięknej (specjalnej na tą okazje) lampce jednak zmęczenie wygrało i padło na zwykłą szklankę.

zdjęcie: Karol Sroka

Położyłam się do łóżka i byłam bardzo podekscytowana nie zestresowana a podjarana jak dziecko. Zasnęłam. Obudziłam się i okazało się, że ZASPAŁAM! Nigdy mi się to nie zdarza ale jakimś cudem nie usłyszałam budzika na 6:00 i otworzyłam oczy o 7:20 – wyskoczyłam z łóżka jak poparzona i myślałam, że cały dom zaspał. Jednak wszyscy już dawno pili kawę.

Zjadłam ogromne śniadanie. Nie wiem skąd biorą się te gadki, że w dniu ślubu ze stresu nie będziesz jadła. Ja zjadłam i to dużo. Na 10:00 miałam makijaż ale postanowiłam wcześniej pójść do rossmana, pepco i ogólnie pochodzić po sklepach – po co? Nie wiem. Będąc na makijażu już zrobiło się lekkie opóźnienie. Dojeżdżając do hotelu w którym czesała mnie najlepsza na świecie fryzjerka a jednocześnie moja ukochana Cioteczka prosto z Ibizy już miałam spóźnienie. Rozmowy, czesanie patrzę na zegarek a jest po 13:00, błogosławieństwo na 14:00 a ja nadal się czeszę. Byłam jednak na tyle wyluzowana i wiedziałam, że beze mnie nie zaczną – nie ma szans.

W domu byłam na 14:00 i tak naprawdę równo ze mną dojechali nasi świadkowie oraz rodzice mojego W. Szybko przebrałam się w sukienkę do błogosławieństwa, porobiliśmy zdjęcia, pogadaliśmy i mój W. razem ze świadkiem i swoimi rodzicami pojechał do Kościoła. A ja ze świadkową i moimi rodzicami zostaliśmy w domu aby wepchać mnie w suknię ślubną. Użyłam zwrotu WEPCHAĆ bo to nie było łatwe. Było chyba 40 stopni ciepła, ciało było spuchnięte i mokre ale rozmiar był dobry więc z pomocą dziewczyny mnie zapięły. Suknia, welon i idziemy do samochodu i okazało się, że zapomniałam wiązanki z domu. Ale na szczęście ktoś bardzo szybko mi ją przyniósł (chyba to była moja mama). Razem ze świadkową pojechałyśmy do kościoła, prowadziły nas motocykle a mój już teraz Mąż czekał na mnie przed ołtarzem.

zdjęcie: Honorata Wójcik

Uśmiech proszę!

Uśmiech towarzyszył mi cały czas. Bo według mnie zawsze uśmiech to podstawa. Uśmiechając się do wszystkich rozluźniasz atmosferę. Taki był ten dzień do godziny 15:00.

Planuj!

Zrób harmonogram bo nawet jeżeli on będzie tylko wisiał (tak jak u mnie) to mniej więcej będziesz wiedziała co o której godzinie należy już mieć gotowe. Nie stresuj się tym, że makijaż trwa 20 minut dłużej. Zawsze miej zapas czasu. Wyśpij się i zjedz. Pamiętaj, że to tak naprawdę TYLKO ślub! Wyluzuj i ciesz się wszystkim!

Post Author: Paula Dowlasz

5 thoughts on “Zaspałam na swój ślub?

    Karolina / Nasze Bąbelkowo

    (19 czerwca 2019 - 13:35)

    Kiedy wspominam swój ślub – moją główną myślą było: „niech się to wszystko już wreszcie skończy, przestańmy być wreszcie w centrum zainteresowania i zacznijmy żyć własnym życiem” 😉

    Testująca rodzinka

    (19 czerwca 2019 - 15:46)

    Z pewnosćią takie wyjątkowe wydarzenie potrafi być stresujące

    Paulina

    (20 czerwca 2019 - 06:35)

    Ty zaspalas ja wylałam lakier na suknię i się spóźniłam 15 min na ślub. Będzie co wspominać. 😂

    Beata Herbata

    (20 czerwca 2019 - 06:59)

    Super, ze wszystko się udało 🙂 Każdy inaczej odregowuje stres, stąd może to łażenie po sklepach haha Nie wiem po co do Pepco bo tam ogólnie bazar tandety i osobiście wpadam tylko w ostateczności 🙂

    U nas to był przyjemny i spokojny w sumie dzień. Wszystko zorganizowane, ja akurat w takich sytuacjach budzę się przed czasem no i głodna nie jestem od rana do tej pory 🙂

    Bookendorfina

    (21 czerwca 2019 - 08:09)

    W dniu naszego ślubu odbyła się komedia małych pomyłek, wpadek i wypadków, wszystko w normie, z uśmiechem, nie zawsze my byliśmy głównymi winowajcami. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *